26 Wstępjuż subtelnymi liniami podziałów. Ważnym punktem sporu jest natura samego zerwania: czy ma mieć ono charakter rewolucyjny i uwzględniać użycie przemocy? kiedy powinno nastąpić? kto ma je przeprowadzić i czy musi ono mieć charakter powszechny (globalny)? Inną kwestią jest stosunek do czegoś, co Wallerstein nazywa utopistyką, czyli konstruowaniem przyszłych, postrewolucyjnych i często utopijnych wizji społeczno-ekono-miczno-politycznej organizacji. Žižek jest temu zdecydowanie przeciwny i uważa, że konkretny program i wizja przyszłego społeczeństwa mogą wykrystalizować się, dopiero gdy rewolucja będzie „u bram”. Inni, jak Wallerstein, Jameson, Dunn, Robinson czy Torney, są zdania, że aby zastąpić (neo)liberalny status quo czymś innym i lepszym, musimy wcześniej wiedzieć, co to ma być, dlatego konstruowanie utopii jest nie tylko pożyteczne, ale nawet wskazane. Tej grupie mogłaby przyświecać jako motto opinia Hegla, że wszystkie rewolucje zaczynają się w wyobraźni.
To drugie stanowisko jest mi zdecydowanie bliższe. Uważam, że ożywianie wyobraźni społeczno-politycznej i konstruowanie wizji przyszłego, bardziej sprawiedliwego społeczeństwa było zawsze ważnym elementem myślenia lewicowego. Negatywna konotacja, jaką ma termin „utopia”, jest z tego punktu widzenia niesłuszna i niezasłużona. Miejsce-którego-- n i e-m a to niekoniecznie miejsce-którego-n i e-m o ż e-b y ć. Jak postaram się pokazać w tej książce, wiele społeczno-politycznych zdobyczy współ-czesności - jak powszechne prawo wyborcze, emancypacja kobiet, równouprawnienie mniejszości - jeszcze sto lat temu wydawały się niedorzeczną utopią lub idealistycznymi mrzonkami. Nigdy nie stałyby się też rzeczywistością, gdyby nie determinacja tych, którzy uparcie wierzyli, że i n-ny świat jest możliwy. My, którzy możemy cieszyć się dzisiejszą emancypacją, jesteśmy ich późnymi wnukami. Jeśli mamy - tak jak oni -przyszłym pokoleniom zostawić świat lepszy, niż go zastaliśmy, musimy uwierzyć, że dalsza zmiana jest możliwa.
Mój własny punkt widzenia na demokrację liberalną jest najbliższy oryginalnemu stanowisku Karola Marksa i najkrócej mógłbym go określić jako otwarty progresywizm. Liberalny status quo, tak jak wigowska wizja historii, którą krytykował Marks, jest w nieusuwalny sposób zarażony hipokryzją i celowo przemilcza dużo krwawych (dosłownie i w przenośni) wydarzeń, na jakich został zbudowany. Liberałowie nie doceniają fak-tu, że nierówności ekonomiczne z konieczności przekładają się na nierówności polityczne, co stanowi jeden z największych mankamentów systemu przedstawicielskiego, niebezpiecznie przechylając równowagę społecz-