8 Wstęp

nią uzyskując ich życzliwość i opiekę11. O ile w czasach agrarnych „opłata” miała postać danin składanych władcom w zamian za np. ochronę militarną, o tyle współcześnie przerodziła się w zinstytucjonalizowane łapówkarstwo oraz w przenikającą całe społeczeństwo sieć pionowych zależności, wpływów i zobowiązań. „System wpływów i korzyści charakteryzuje działanie tajskiego społeczeństwa na każdym poziomie – pisał w 1990 r. tajski komentator na łamach „T e Nation” – w rządzie, siłach zbrojnych, korporacjach, radach nadzorczych, administracji centralnej i terenowej. We wszystkich dziedzinach zależności rozciągają się od małych wiosek aż po stolicę”12.

System protekcji odegrał pewną rolę w wywołaniu kryzysu 1997 r. Mniej więcej połowa zagranicznego kapitału napływającego do Tajlandii od początku lat 80. lokowana była w sektorze bankowym. Mechanizm generowania zysku był dość prosty: międzynarodowe banki pożyczały dolary bankom w Tajlandii na kilka procent, a banki tajskie na lokalnym rynku oferowały pożyczki w bahtach oprocentowane na około 15%. Dzięki sztywnemu kursowi dolara wszyscy mieli zagwarantowane zyski. Problem polegał jednak na tym, że banki tajskie udzielały pożyczek w dużej części na nieruchomości oraz konsumpcję i robiły to w całkowicie bezkrytyczny sposób. Kiedy popadały w tarapaty, zwracały się o rządowe gwarancje do polityków, których kampanie wyborcze wcześniej f nansowały. W 1996 r. rząd zdecydował się na przykład na uratowanie upadającego Bangkok Bank of Commerce, jednego z piętnastu największych banków Tajlandii, który udzielił wcześniej ryzykownych bądź wątpliwych kredytów na 3 mld dolarów (stanowiło to połowę jego kapitału). Bank miał wiele nie do końca przejrzystych powiązań ze światem polityki. W momencie krachu kierował nim były premier Tajlandii13.

Jednym z kluczowych elementów polityki rządowej, które doprowadziły do kryzysu, było utrzymywanie sztywnego kursu wymiany bah-ta. Parytet ten był de facto warunkiem opłacalności kredytów udzielanych przez banki tajskie, ponieważ pieniądze na nie pochodziły z niżej oprocentowanych kredytów zagranicznych. Gdyby kurs bahta ustalał rynek, taki system udzielania pożyczek byłby zdecydowanie bardziej

11 Zob. J. Laird, Money Politics, Globalisation and Crisis, dz. cyt., s. 245–250.

12 Komentarz Somachta Santisooka opublikowany w „T e Nation” 11.11.1990 r., cyt. za: J. Laird, Money Politics, Globalisation and Crisis, dz. cyt., s. 241.

13 Na ten temat zob. G. Fairclough, Baht and Sold: Did Mr. Saxena Kill a Bank and Trigger the Asian Contagion?, „T e Wall Street Journal” 7.5.1999.


Wstęp 9

ryzykowny i mniej opłacalny. Od początku lat 90. wielu analityków zwracało uwagę, że uwolnienie kursu bahta lub przynajmniej jego częściowa dewaluacja byłyby bardzo wskazane dla szybko rozwijającej się gospodarki, jednak rząd i Bank Centralny konsekwentnie odmawiały dokonania dewaluacji i wydawały miliardy dolarów na sztuczne utrzymanie kursu dolara na poziomie 25 bahtów. Było to rozwiązanie, za którym optowali szefowie banków, ponieważ pozwalało im na utrzymanie rentowności kredytów i spłatę pożyczek zaciągniętych w bankach zagranicznych. Wykorzystywali sieć nieformalnych wpływów, aby taki status quo trwał jak najdłużej. Polityka rządu prowadziła w ten sposób do dalszego nadmuchiwania bańki inwestycyjnej i w rezultacie pogorszenia sytuacji: na pożyczaniu pieniędzy bankom w Tajlandii zarabiało się świetnie, więc do kraju napływało coraz więcej kapitału. Dopiero gdy okazało się, że kredyty zaciągnięte na konsumpcję lub zakup nieruchomości nie mogą zostać spłacone (a więc w konsekwencji nie zostaną spłacone kredyty międzynarodowe), obcy kapitał zaczął się w panice wycofywać, co pogrążyło system f nansowy Tajlandii w głębokim kryzysie.

Nieformalne związki i zależności pomiędzy sferami rządowymi i biznesowymi nie są specjalnością Tajlandii i istnieją też w krajach uważanych za wzór cnót w życiu publicznym, jak Stany Zjednoczone. W Tajlandii jednak obecność systemu kliencko-patronackiego splotła się z innymi zjawiskami kulturowymi, które razem sprawiły, że wyjście z błędnego koła złych strategii inwestycyjnych - wspieranych zarówno przez rząd, jak i prywatne banki - okazało się niezwykle trudne. Jedną z ważnych zasad rządzących stosunkami społecznymi w Tajlandii jest reguła krieng jai. Zgodnie z nią ingerowanie w sprawy innych ludzi jest uważane za niewłaściwe i powinno się unikać go tak długo, jak to tylko możliwe. Jest to strategia „niewchodze-nia sobie w drogę” czy też, mówiąc kolokwialnie, „niewtykania nosa w nie swoje sprawy”. Opiera się na przekonaniu, że każdy człowiek ma własne powody, żeby postępować tak, jak postępuje, i ktoś inny nie powinien się w to wtrącać, dopóki w grę nie wchodzą jego własne interesy. Zjawisko to okazało się istotnym problemem przy próbach stosowania w Tajlandii pewnych technik biznesowych, marketingowych i badawczych dobrze funkcjonujących na Zachodzie. Jak przekonała się f rma Sony, źle sprawdza się w Tajlandii telemarketing i sprzedaż bezpośrednia. Są one traktowane przez potencjalnych klientów jako zbytnia ingerencja w życie prywatne14.

14 Zob. B.K. Ong, R. le Blond, A Tale of 2 Call Centres, „CIO” May 2003.


Creative Commons License Prawa do treści książki "Ciesz się późny wnuku! Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna." posiada Jan Sowa. Książka jest dostępna na licencji Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska.