14ści. Nic zatem dziwnego, że ludzie baroku tam właśnie zaczęli w końcu szukać swoich duchowych powinowactw. Nim jednak do tego przejdziemy, parę słów przypomnienia o sytuacji panującej w ówczesnej estetyce.
Gdy popatrzymy na nią syntetycznie, to i tutaj owo „szamotanie się" w ciasnym gorsecie uznanej, klasycznej tradycji jest także widoczne. I w tym przypadku potrzeba nowości, odmienności, różnie zresztą nazywana i rozumiana, coraz śmielej upomina się o swe prawa, dotkliwie obnażając przy tym niewystarczalność dotychczasowego pojmowania piękna. Zaczęło się to już w owym specyficznym okresie „około roku 1600", który Władysław Tatarkiewicz, całkowicie zresztą słusznie, potraktował nie jako „granicę między stuleciami i epokami", ale właśnie jako „szczególny epizod nie należący ani do epoki, która go poprzedzała, ani do tej, która miała przyjść po nim".5 Szczególnie charakterystyczne są tutaj postulaty Francesca Patriziego zawarte w jego traktacie o poezji: Della Poetica..., z którego dwie części, La deca istoriale i La deca disputata, ukazały się drukiem za życia włoskiego filozofa (w 1586 roku), pozostałe, zachowane w rękopisie, omówił w swej syntezie Bernard Weinberg (A History of Literary Criticism in the Italian Re-naissance, Chicago 1961). Otóż Patrizi po raz pierwszy chyba w sposób tak jawny sprzeciwił się Arystotelesowskiej doktrynie naśladownictwa w sztuce (mimesis), wykazując jej nieadekwatność wobec rzeczywistego procesu twórczego:
„W żadnym miejscu nie udowodnił on (Arystoteles), że fabuła i naśladowanie są jedną i tą samą rzeczą. My zaś przeciwnie, udowodniliśmy, że wiele fabuł nie było naśladowaniem. Poeta naśladował nie samo tylko działanie, ale zwyczaje i namiętności duszy. [...] niezliczone inne rzeczy zarówno prawdziwe, jak fałszywe i zmyślone, i niemożliwe, teraźniejsze, minione i przyszłe, wielkie i małe, różnorakie i jednostajne, dziejące się w niebie, w powietrzu, w wodzie i na ziemi, i w piekle, i w otchłani, które nie mieszczą się w takiej jego czynności jak naśladowanie."6
Świat w całej swojej niczym nie ograniczonej różnorodności, wyłaniający z siebie wciąż nowe byty, na równych prawach możliwe i niemożliwe (w tym kierunku pójdzie również Sarbiewski, ale jego końcowe sformułowania będą nieco ostrożniej-sze); rzeczywistość ta nie da się zamknąć w ciasnych granicach kategorii mimesis. Potrzebna jest, jak twierdzi Patrizi, „cudowność" (la maraviglia), przekraczanie wszelkich ograniczeń i utrwalonych schematów, będące zarówno motorem sprawczym poezji jak i jej celem. Tylko w ten sposób artysta może sprostać wyzwaniu, jakie stawia przed nim świat, nigdy przecież nie poddający się do końca ludzkiemu
5 W. Tatarkiewicz, Historia estetyki, t. 3, Estetyka nowożytna, wyd. 3 i 4, Warszawa 1991, s. 259.
6 Cytuję za Władysławem Tatarkiewiczem: tamże, s. 273.