24 Ewa Charkiewicz
kawości i rozwikłania paradoksu: dlaczego blisko 15 lat od symbolicznego końca zimnej wojny antykomunistyczna retoryka cieszy się tak wielką popularnością. Latem 2004 roku, na nowojorskim lotnisku JFK, przed wylotem do Warszawy, przypadkiem traf łam na książkę Pierwszy miliard. W tym popularnym czytadle o ame-rykańsko-rosyjskim romansie i biznesie, którego akcja toczy się pod koniec XX wieku, w czasach globalnego kapitalizmu f nansowego, Rosja i jej mieszkańcy opisani są przy pomocy antykomunistycznej retoryki, tak jakby zimna wojna trwała nadal, a więc nic się nie zmieniło. Podobnie, raporty Banku Światowego, MFW i UNDP, renomowani artyści, ewangeliczni politycy i twórcy reklam mobilizują patologiczny wizerunek „komunistycznej” Europy Wschodniej (regionu, ludności, systemu polityczno-gospodarczego). Jak nigdzie indziej antykomunistyczny dyskurs jest niezwykle żywotny w Polsce. Obserwując polską scenę polityczną, można stwierdzić, iż im więcej czasu upływa od upadku „komuny”, tym większa intensywność w zagospodarowywaniu sfery publicznej za pomocą antykomunistycznej retoryki.
Celem tego artykułu nie jest przystąpienie do normatywnej dyskusji o tym, czy „komuna” była zła, czy dobra, ale zmiana tematu dyskusji na rozważania o użyteczności dyskursywnych zabiegów patologizujących „komunę” dla prowadzenia neoliberalnego i narodowo-katolickie-go zarządzania transformacją ustrojową w Polsce. Z tego punktu widzenia patologizująca reprezentacja bloku wschodniego lub PRL-u jest nie tyle prawdą historyczną