kratycznej, który czytał mi Kasznica — byleby tylko
broszura wyszła bez cenzury; nie zgłębiają oni jej
treści, nlie umieją się krytycznie na nią patrzeć. Tym
wyjaśnić się da ów w najwyższym stopniu smutny
fakt, że przywódcami części naszej młodzieży mogą
stać się jacyś ledwo piśmienni pismacy, nie mający
nic wspólnego ze współczesnym rozwojem cywiliza-
cji. Teraz stało mi się to wszystko jasnym, teraz do-
piero zrozumiałem ostatecznie mój żywot uniwersy-
tecki: przyjechałem do Warszawy z gorącymi marze-
niami o wspólnej naukowej pracy nad filozofią, która
szczególniej mnie porywała, o współczesnych pełnych
zachwytów studiach dzieł literatury i sztuki: przez
2 lata miotałem się, jak ryba na lód wyrzucona, po-
szukując atmosfery duchowej odpowiadającej moim
skłonnościom, przechodząc od jednego kolegi do dru-
giego. Mówię tu o tym nie przeto, bym chciał unie-
winniać się, lecz że wyrazy te same mi się wy-
mykają (podkr. A. M.) spod pióra, Medy zaś pomyślę,
że w tym grzązkim błocie zginęło przede mną zapew-
ne wielu ludzi, którzy wchodzili do studenckiego ży-
cia z podobnymi do moich zamiarami, a których nie-
szczęsna politykomania zgubiła może z wielką szkodą
dla kraju i cywilizacji — wtedy gorzkie łzy oburze-
nia i smutku zalewają me oczy i nie zdołam się po-
wstrzymać od wypowiedzenia tego, od czego wre du-
sza moja w czasach długiego poszukiwania poważnych
potrzeb intelektualnych wśród naszej studenterii
i w czasie dwutygodniowego mego pobytu w wię-
ziennym zamknięciu"19. Tylko widoczna w tym tek-
ście afektacja mogła spowodować ostatnią pomyłkę —
jego autor przebywał bowiem już wtedy cztery, a nie
dwa tygodnie w cytadeli.
Jeśli chcemy się rzeczywiście dowiedzieć czegoś
i» Materiały śledztwa..., wyd. cyt. s. 39; 35—37.
21